Wiele ma dźwiękonaśladowcze pochodzenie. A choćby to: „gę-gę-gę-gę…” gęś! No i kukułka – wiadomo. Nazwy ptaków kojarzone są też z ich zachowaniem, z kulinarnymi upodobaniami. Przykładowo: jemiołuszka, która lubuje się w smaku jagód jemioły, albo taki rudzik, którego po prostu nie da się przeoczyć, bo jego pierś bije po oczach rdzawymi, rudawymi barwami. Na myśl przychodzi mi też dymówka. Jaskółka dymówka! Dawniej mówiło się, że jeden dym, to jeden dom, razem z całą zagrodą: parnikiem, stodołą, oborą, pod których strzechami dymówki lepią swoje gniazda. A zimorodek? Zimorodki są mylnie kojarzone z zimą. Owszem, zlatują do nas o tej porze roku, ratując się przed srogimi mrozami północno-wschodniej Europy. Ale zimorodek, to bardziej jednak ziemiorodek, który gniazduje w wydrążonych w ziemi tunelach. Za to nijak nie potrafię wytłumaczyć sobie nazwy – pliszka. Bo niby „każda swój ogonek chwali”, ale to wcale nie tłumaczy jej nazwy. Po prostu lubi potrząsać swoim długachnym ogonkiem i tyle. Kiedyś nazywano ją nawet trzęsiogonkiem, kręcidupkiem i trzęsidupą. I to rozumiem! Na zdjęciu: pliszka siwa. Piotrek