Na początku czerwca zauważyłem, że nad wejściem do klatki schodowej mojego bloku ma gniazdo. W lipcu, sierpniu, a nawet we wrześniu widywałem go średnio co dwa, trzy dni. I niby z końcem września powinien odlecieć z Polski do ciepłych krajów, ale… W październiku nadal fruwał beztrosko po parkingu albo co najwyżej do położonego dwieście metrów dalej spożywczaka. W grudniu wręcz załamałem ręce: tuż przed świętami widziałem, jak z mozołem maszerował po rozrzuconych przez pługopiaskarkę grudach śniegu. Dla mnie, miłośnika ptaków, to był przykry widok. Bo kopciuszek to nie jakaś tam byle wszystkożerna kaczka, która potrafi przetrwać zimę pod mostem. Nie! Kopciuszek to delikatna istotka, sporo drobniejsza od wróbla. W grudniu ptaki tego gatunku powinny wygrzewać się w Afryce! I w sumie to byłem pewien, że sobie nie poradzi, a tu 18 lutego – proszę – jest! Cud! Fruwa! Mój bohater. W jaki sposób przetrwał? Wydaje mi się, że skusiła go budowa kolejnego domu – mimo niesprzyjającej aury maszyny praktycznie cały czas ryły w ziemi. Kopciuszek miał łatwy dostęp do pokarmu. Zamelinował się pewnie w ciepłej kanciapie robotników, w jakiejś dziurze. I tyle. Piotrek