Jak mróz już tak rzeczywiście zdrowo sieknie, a na pola opadają wciąż coraz to grubsze i grubsze pierzyny śniegu, to wtedy bandy kwiczołów robią sobie wypad na miasto. I rabują. Rabują jagody z przydrożnych jarzębin, jałowców, owoce głogu i jabłka z dzikich sadów. Ile wejdzie! I już dawno temu ludzie zorientowali się, że ta zimowa dieta kwiczołków sprawia, że ich mięso ma szczególny smak i aromat. Kwiczoły stały się królewskim przysmakiem. Chwytano je w sieci, gdy żerowały. Można powiedzieć, że podkreślały smak swojego mięsa na chwilę przed upolowaniem. Jednak w połowie XX wieku zakazano chwytania kwiczołów takimi metodami. I mimo że nadal były to ptaki łowne, nikomu już się nie chciało ani nie opłacało marnować amunicji, strzelając do ptaków wielkości gołębi. A teraz? Obecnie? Amunicja amunicją – ale kto by chciał jeść mięso przesiąknięte samochodowymi spalinami! Piotrek