Na polach pod Tomaszowem Mazowieckim przyroda wcale nie rządzi się własnymi prawami. Drapieżne myszołowy zaprzyjaźniły się z wróblami, na które przecież zawsze polowały. A teraz?! Fruwają z nimi dziób w dziób. Zresztą myszołowów spod Tomaszowa nie boi się teraz żaden ptak. Wprawdzie skrzydlate drapieżniki mają swoje terytoria łowieckie i jeden drugiemu nie wchodzi w paradę, ale tym spod Tomaszowa wszystko jedno i siedzą razem jak kury na grzędzie. Bywa że i po trzydzieści naraz. Trzy tygodnie temu pod lasem padła locha i od tamtej pory myszołowom z okolicy nie chce się polować. Piotrek