Wielka armia obojga gatunków – sikorek i mazurków – nadleciała nad pola uprawne amerykańskich borówek. Co ptak, co nacja, to inne zachowania oraz upodobania kulinarne. Nie każdy więc rzucił się na słodkie niebieskie kulki. O dziwo, większość (mazurków było najwięcej) wręcz obsiadła gęsto wplecione w te jagodowe krzewy dzikie trawy, perz, generalnie mówiąc, chwasty; ptactwo wyjadało z nich nasiona. A owo pole borówek było po prostu mocno zaniedbane. Może to taki celowy zabieg? Piotrek