Jak idzie jesień, to zawsze jest tak, że ptaki poszczególnych gatunków zbierają się w większe grupy, bandy, które rabują wszędzie wszystko, co się tylko da zjeść. Jak któryś z łupieżców – choćby i taki najsłabszy z nich, z najniższą rangą w stadzie – dojrzy coś smacznego, od razu ciągnie za sobą całą resztę rzezimieszków. Ptaki plądrują i ogałacają, co się da! Jeśli jednak na takie bandyckie napady wróbli na nasiona traw albo nawet szpaków na owoce drzew i krzewów można jeszcze przymknąć oko, to kormoranów po prostu nie da się za ich wybryki lubić… Bo trudno nawet sobie wyobrazić, co w trakcie napadu mogą czuć ryby! Te, które jakimś cudem nie zostaną przez kormorany brutalnie schwytane i pożarte żywcem, i tak dosięga potem smutne przeznaczenie… w dziobie jakiejś mewy. Piotrek