Biedna nornica

Biedna mała nornica. Przypomina trochę hodowanego przez nas w domach, w akwariach, sympatycznego chomiczka. Tylko że nornica ma długi ogon – trochę jak u myszy. Wyjątkowo trudno ją wypatrzyć, bo prowadzi zmierzchowo-nocny tryb życia. Ale na wydeptanych leśnych, polnych ścieżkach można się natknąć na wejścia do jej norki. Są to dziurki o 3 – 4-centymetrowej średnicy, z których to jednak czasami, ale tylko czasami, potrafi wyjść też i za dnia. To jest wtedy, gdy zechce się jej wrzucić coś na ząb, na przykład kawałek świeżutkiego, zlanego rosą liścia lub jakiegoś mięsistego robala, larwę motyla. Podczas takich jej wypadów na powierzchnię ziemi narażona jest na wielkie niebezpieczeństwo. Bo o ile nocą chrapkę na nią mają zawsze wszystko widzące w ciemności sowy, to za dnia chcą ją upolować, ze swoim sokolim wzrokiem, zarówno drapieżne myszołowy, pustułki, jak i kuny, koty, a nawet lisy. A na dokładkę… o stres przyprawiamy ją też i my – ludzie. Nie lubimy, jak kopią w ogródkach tunele i podgryzają korzenie roślin. W związku z tym cebulki naszych ukochanych tulipanów, irysów i lilii wkopujemy w ochronnych – takich nie do przegryzienia – siateczkowych koszyczkach. Albo wkładamy im do norek rozgniecione ząbki czosnku, którego zapachu wprost nie znoszą. No i sypiemy chemię. Piotrek