Ponury dzień. Jeziorsko w jednej chwili zmieniło kolor na brunatny. Woda stała się mało przejrzysta. Kilka brodzących czapli kołysało się, jakby były pijane. Przechylały się z lewa na prawo, z bliska łypiąc na swoje odbicie w lustrze wody raz jednym, raz drugim okiem. Lubię wyczekiwać momentu, w którym czapla łowi rybę. Zawsze ciekawi mnie, jaki to tym razem będzie okaz. A tu minęły trzy godziny – i nic. Żadnej ryby. Nie licząc tej małej – na zdjęciu. Czaple też muszą nie lubić pochmurnych dni. Piotrek