Czerwony jak gil

Nie ma to jak czerwony, zimowy gil! Wiosną i latem to takiego, człowieku, nie uświadczysz (!), bo siedzi wtedy głęboko w zielonym, i tyle. Z tym że nie jest też znów tak, iż zimą ma się tylko czerwone gile przed oczami. Przeważnie są te szarobure – nijakie takie, brązowe. Z mojego doświadczenia: na jednego czerwonego gila przypada zawsze kilka tych mniej ciekawych – na jednego pana przypada kilka pań. A samiec to rzadko kiedy bywa dla obserwatorów łaskawy. Zazwyczaj czepia się najwyższej gałęzi i woli spoglądać na swoje koleżanki. Piotrek