Ostatnio podsłuchałem (niechcący) rozmowę dwóch pań (w średnim wieku), które na widok kaczek będących w miłosnym uniesieniu krzyknęły jednocześnie „fuj!”, a jedna z nich dodała: „Te to gdzie nie spojrzeć, sieją tylko zgorszenie!”. Powiało grozą. A tak przy okazji… Żeby zrozumieć, jak się rozmnażają, trzeba wiedzieć, że kaczki to jedne z nielicznych ptasich gatunków, które matka natura obdarzyła narządami płciowymi. Innymi słowy, samiec kaczki ma „ptaszka”, a taki na przykład kogut nie ma nic. Kaczor zawsze lekko podtapia swoją partnerkę – do zapłodnienia dochodzi w wodzie. Bez wyżej wspomnianego „instrumentu” jego nasienie zostałoby wypłukane, zanim trafiłoby do dróg rodnych partnerki. Natomiast u większości gatunków, które kochają się np. na gałęzi, do zapłodnienia dochodzi, gdy ptaki zetkną się kuprami. Samiczka zadziera ogonek i… później z jaj wykluwają się pisklęta. Piotrek