Napompowana krwią samica komara składa na powierzchni wody jaja. Wykluwają się z nich larwy. Te pływają głową skierowaną w dół, dlatego wyglądają jak małe przecinki. Są bardzo płochliwe; wyczuwając zagrożenie, natychmiast nurkują, ale chwilę potem woda wypycha je z powrotem ku górze. Każdy taki przecinek zaopatrzony jest w specjalny sprzęt akwalungowy, w specjalną rurkę zamontowaną na odwłoku, którą wystawia ponad powierzchnię wody. Dzięki niej oddycha. Tuż przed przeobrażeniem się w krwiopijną bestię poczwarka – można powiedzieć – bierze zbyt duży haust powietrza, co sprawia, że cała wystaje nad powierzchnię wody; jej skórka pęka i wydostaje się z niej dojrzały, gotowy do lotu i kłucia komar. Oczywiście z pomocą przychodzi nam wtedy jaskółka. Piotrek