Ordynator

Przygnębiająca bladość porannej szarówki wdziera się powoli przez okno mojego pokoju i słyszę tylko jeden jedyny powtarzający się dźwięk: „Pi…, pi…, pi…, pi…”. Po półgodzinie takiego pikania zostałem, jak ręką odjął, wyleczony z jesiennej depresji i wybiegam na zewnątrz… To ON! Lekarz drzew! I bynajmniej nie ten fałszywy, skrywający się pod egidą przeróżnych opowiastek dla dzieci, w których to dzięcioł ostukuje drzewa i je leczy. Nie! To kowalik jest lekarzem, ba (!), nawet chirurgiem i jednocześnie ordynatorem całego lasu! Swoim cieniutkim i ostrym jak szydło dzióbkiem nakłuwa, podważa delikatnie niemal każdy centymetr kwadratowy kory i sprawdza, czy nie ma jakiegoś robaka. Dzięcioł wykuwa w pniu ogromne dziury – wali dziobem jak popadnie. Piotrek