Czarny sztylet

Krowy biczują się na pastwisku ogonami. Na ile mogą, oganiają się od much. Owady ciągną do krowich placków, wchodząc przy okazji zwierzętom do oczu, nozdrzy. Co niektóre mocno kąsają: z tyłu, z boku i w brzuch. Im więcej placków, tym więcej much! I nagle… i znikąd, jak grom z jasnego nieba, jak „czarne sztylety wydarte z piersi wiatru, czarne brylanty, kotwice – Jaskółki! Błyskawice!” – jak śpiewał Stan Borys – pojawiły się wśród pól! Przyjaciółki nasze – i ludzi, i krów. Dwie eskadry dymówek (z rudymi podgardlami) i oknówek (z białymi brzuchami aż po dziób) rzuciły się na owadzie paskudztwa… Zmiażdżyły dziobami… połknęły, porozganiały. A potem już widziałem wdzięczne spojrzenia krowich oczu. Szczęśliwe. Piotrek