Jak podchodzi się do makolągwy, to najlepiej jest trzymać ręce w kieszeniach. – Piękna to ona za bardzo nie jest, ot, taka zwykła, szaro-brązowa. Są od niej dużo ładniejsze ptaszki. Ale żeby móc w ogóle ją spotkać, to raz, że trzeba mieć ogromne szczęście, a dwa, odpowiednie podejście. Zazwyczaj to ni stąd, ni zowąd cała ferajna makolągw rzuca się na jakiś zupełnie przypadkowy, sterczący w polu chwast i ogałaca go z nasion. Aż się ziemia trzęsie. Wystarczy niepozorny ruch ręką, a nawet głową, z naszej strony i – już ich nie ma! A spłoszone raczej nigdy nie wracają w to samo miejsce. Piotrek