Mól w kuchni

Mól w kuchni. Człowiek za nim biega, skacze i próbuje w złości strącić już w powietrzu gagatka, a cały czas kłębi mu się w głowie, że w jego kawie, mące, kaszy, ryżu, rodzynkach, suszonych grzybach i orzechach, a nawet w herbacie – siedzą obrzydliwe robale. I zajadają. Czekoladę też! Bo to larwy mola są uzależnione od naszych produktów spożywczych. Nie motyl! Na motylu chcemy zawsze tylko powziąć zemstę. Z tym, że ten, co akurat fruwa, to przeważnie – na dziewięćdziesiąt pięć procent – Bogu ducha winien samczyk, który przeobraził się dopiero co z larwy w motyla i próbuje w locie skrzydła. A samica… Jak dwa razy dwa siedzi wtedy w jakimś zakamarku i knuje, i kombinuje… w jakim tu nowym miejscu złożyć jaja.

Piotrek