Tak w ogóle to po cóż ty jesteś na świecie, ty… Ty mucho!!! Żywisz się padliną, zepsutymi warzywami. Przesiadujesz na krowich plackach. I nie tylko. I co? I zaraz tak zupełnie bez pardonu wlatujesz nam przez okno. Najlepiej jeszcze to kuchenne. Robisz wszystko, żeby w końcu wylądować na półmisku z owocami albo jeszcze lepiej – od razu na naszym talerzu z jedzeniem. Roznosisz choróbska. No i to twoje ciągłe bzyczenie nad uchem… Ale jak się tak zastanowić, to przez te twoje upodobania kulinarne do szczątków organicznych, przyspieszasz proces ich rozkładu i gnicia. Oczyszczasz teren. Trudno też nie wspomnieć o twoim wkładzie w zapylanie kwiatów. Gdyby cię nie było, to płazy, gady, a przede wszystkim ptaki, miałyby puste brzuchy. Równowaga w przyrodzie musi być! Piotrek