Regulus regulus. Po łacinie regulus znaczy książę. To encyklopedyczna, naukowa nazwa mysikrólika. Bardzo maleńkiego ptaszka, który waży raptem tyle, co orzech laskowy w łupinie, tyle co owoc wiśni – czyli około 5 gramów. Serce ma wielkości groszka. On sam jest rozmiarów piłeczki pingpongowej. Skąd więc te książęco-królewskie tytuły, skoro to taki mikrus? Może przez tę żółtą plamkę na głowie, że niby to nosi złotą koronę (ha, ha, ha!). A może królem czyni go fakt, że zimą nie skrywa się przed nocnymi mrozami w dziupli jak dzięcioł czy sikorka, tylko stulony siedzi w bezruchu na gałęzi i wytrzymuje nawet 15 stopni poniżej zera. Nikt tak do końca nie wie, w jaki sposób utrzymuje ciepłotę krwi i ciała, że nie zamarza! W Polsce jest przez cały rok. I zazwyczaj to tylko go słychać gdzieś wysoko w koronach drzew (delikatne „pi, pi, pi”), a nie widać. Ale jesienią przez Polskę migrują na południe osobniki z Azji i Skandynawii. Wtedy mysikrólików jest u nas sporo i łatwo je wypatrzeć. Piotrek