Sztywniak w zielonym mundurku

Coś mnie kiedyś podkusiło, żeby chwycić za skrzydła pasikonika siedzącego nieruchomo na łodydze. Powiem wprost: młody i głupi wtedy byłem, bo chciałem ustawić go ciut lepiej na jakimś kwiatku do zdjęcia. A zaznaczam, że kawał z niego był owada. Miał ze cztery, pięć centymetrów długości. Nie przypuszczałem jednak, że pan zieloniak, wydawało się taki mało ruchliwy w tym swoim ciasnym mundurku, potrafi się odwinąć i zgiąć ciało jak wąż. No i mnie capnął za palucha! Na tyle mocno, że biegałem z nim po łące jak poparzony. Krzyczałem! Oczywiście z robienia jakichkolwiek zdjęć wyszły nici. Dzisiaj, po latach, czytam w internetowej encyklopedii, że pasikonik zielony ma bardzo silne i ostre żuwaczki zdolne do przecięcia ludzkiej skóry! Niedawno zrobiłem zielonemu takie zdjęcie… Z daleka. Tym razem capnął rusałkę pawika. Przykry widok, ale w końcu to stworzenie boże i jeść coś musi. Piotrek