Jak wiosną kilka dni z rzędu przygrzeje słońce, to nad stawami słychać dźwięki żabich („męskich”) chórów. To najczęściej jest takie „errrrr, errrrr, errrrr!”. Tak nawołują, popisują się śpiewem żabulce z gatunku żab wodnych (to te wszędobylskie małe zielone). Dużo rzadszy jest bulgot. Mniej więcej taki jak z elektrycznego czajnika w trakcie ostatnej fazy gotowania wody. Takie z kolei dźwięki wydają samce żab moczarowych. Trudniej je spotkać, bo gody mają zazwyczaj w niewielkich a głębokich nieckach, trudno dostępnych dla człowieka. Żeby żaba mogła mieć małe kijanki, musi podążać za tymi dźwiękami jak po sznurku. Musi dotrzeć do wody. Czasami przeprawia się przez ulicę. Zdarza się, że jakiś amant nadgorliwiec już na początku wlezie jej na grzbiet i nie chce puścić. Żaba musi gramolić się z takim mężem mimo woli na barana. Samce żab moczarowych, chcąc jeszcze bardziej przypodobać się partnerkom, oprócz tych swoich bulgotów zmieniają barwę z codziennej brązowej na błękitną. Piotrek