Gdy po raz pierwszy zobaczyłem piskliwca, myślałem, że jest ranny, że może przeżył atak jakiegoś skrzydlatego drapola. Biegał, zmieniając kierunki, a przy tym trząsł się i nerwowo przechylał do przodu i do tyłu. Nawet jak stał w miejscu, to robił te swoje bokserskie uniki. Przekonałem się, że inne piskliwce też tak się zachowują. Biegają przy brzegach jezior i rzek i zajadają się wyrzuconymi przez fale drobniutkimi mięczakami. Piotrek