Wielokrotnie pisałem o malutkim ptaszku, który – jak na środowisko wodne – na tle swoich pobratymców z innych gatunków jest bardzo mały. Ot, wielkości piłeczki tenisowej. Ten jego rozmiar „XS” oczywiście wcale mu nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – w życiu wiedzie mu się z tego powodu świetnie (!). Większość drapieżników, patrząca na niego w perspektywie smacznego kąska, po prostu odwraca głowę. Perkozek spokojnie pływa, nurkuje i zajada się drobniutkimi rybkami… W tym tygodniu nadarzyła się okazja, żeby pokazać jego gabaryty w gazecie z jakimś punktem odniesienia; akurat przepływał, raz i drugi, obok dryfującej do góry dnem puszki po piwie… I jeśli on sam jest tyci, tyci, to proszę przyjrzeć się też od razu jego pisklętom… Z daleka wyglądają jak rozsypane pięciogroszówki! Piotrek