Ten bąk to akurat buczy, a nie bzyczy. Cały dzień stoi w zatęchłym, nagrzanym słońcem bagnie, w trzcinach, i wsysa swoje przysmaki. Pijawki. Można powiedzieć, że przekąsza. Bo do syta objada się nocą. Po północy nie odpuszcza żadnej zagubionej rybce. Cały szkopuł w tym, że bąka niełatwo zobaczyć. Jego głos z powodzeniem można naśladować, dmuchając – pod odpowiednim kątem – w butelkę. Można mieć nadzieję, że wtedy bąk się zaciekawi i wyjdzie z trzcinowiska. Dmuchałem wiele razy. Wyszedł! I poleciał. Piotrek