O tym, jak pająki uratowały Władysława Łokietka… Ponoć był to władca mały ciałem (około 150 cm wzrostu), ale wielki duchem. Jedni zarzucają mu, że do władzy szedł po trupach, a w oczach drugich jest przede wszystkim twórcą odrodzonego królestwa – po blisko 200 latach rozbicia dzielnicowego doprowadził do zjednoczenia ziem polskich. A historię o pająkach, które wplotły się w pewien etap życia naszego króla (wówczas jeszcze księcia) – tak do końca wcale nie wiadomo, czy zmyśloną – opowiedział mi jeden z przewodników Ojcowskiego Parku Narodowego… Otóż w 1299 r. Łokietek zmuszony był przez króla Czech Wacława II do przyjęcia hołdu lennego, czyli do przysięgi wierności, która wiązała się m.in. z niesieniem pomocy zbrojnej, gdyby zaszła taka potrzeba. Nasz książę nie dotrzymał tej obietnicy. Rozgniewany Wacław wysłał wojska, które miały dopaść Łokietka. Ten – zagoniony – skrył się w grocie i już bez możliwości dalszej drogi ucieczki szykował się na ostatni bój. O dziwo, czescy zbrojni nawet nie zajrzeli do groty, bo wlot do niej był poszyty pajęczynami; nie dałoby się przez nie przejść, nie zrywając pajęczych nici (tak pomyśleli). W Jaskini Łokietka do dziś żyją sieciarze jaskiniowe – najbardziej jadowite pająki Polski! Po ich ukąszeniu – tak jak i po ukąszeniu np. przez szerszenia – człowiek mógłby mieć niemałe problemy i konieczne byłoby udzielenie mu pomocy ambulatoryjnej. PIOTREK