Symbioza

To, że muchy zawsze lecą w g…o, to jasna sprawa, bo znajdują tam dla siebie różne smaczne niestrawione cząstki pożywienia. I w zasadzie od tego właśnie g…a zaczyna się problem. Bo ogromna, sympatyczna krowa zawsze umaże się jakimś plackiem (niekoniecznie swoim) i wtedy lecą do niej jak po sznurku nie tylko muchy, ale też meszki, komary, kuczmany oraz gzy. Uciążliwość tych owadów polega głównie na nieustannym niepokojeniu krowy. Wciąż pobudzona i niespokojna pobiera mniej paszy lub też wyrywa mniej trawy z pastwiska, przez co jej wydajność (ilość oddawanego mleka) spada nawet około 15 proc. Krowa – owszem – ogania się ogonem, ile może, ale w rezultacie niewiele może. Jedyny ratunek w ptasio- -krowiej symbiozie. Ona ptakom owady, a ptaki przynoszą jej ulgę, spokój. Na zdjęciu od góry: szpaki, jaskółka i sroki. Piotrek