Nad brzegiem Warty. Zimorodki latają tak szybko, że z daleka wyglądają na przerośnięte owady – niektórzy nazywają je dosadnie kolorowymi pociskami. I rzeczywiście, ja również miałem takie skojarzenie, gdy ten (na zdjęciu) frunął w moim kierunku. Najpierw usłyszałem jego głośne „tit – tiiiit!”, a już po chwili świsnął mi koło ucha. Jakby nigdy nic przysiadł na gałązce, tuż za moimi plecami. Byłem zdumiony, że się mnie nie bał. Upłynęły trzy minuty. Zanurkował, a raczej wpadł do wody jak pocisk! Nie zdążyłem zebrać myśli, a on już siedział na kamieniu. Z rybą! Obracał ją w dziobie na wszystkie sposoby, aż w końcu chwycił w połowie i uderzał nią o skałę. Ryba przestała się poruszać. Wtedy ją połknął. Piotrek