Naczynia krwionośne dżdżownicy pochłaniają tlen z podziemnych zakamarków, wydalając jednocześnie dwutlenek węgla, ale wymiana tych gazów jest możliwa tylko poprzez wilgotną skórę. Gdyby ona wyschła, „dżdż” po prostu by się udusiła. Z drugiej strony nadmierna ilość deszczówki, która zalewa podziemne korytarze, uniemożliwia pobieranie tlenu w ilości niezbędnej do życia. I właśnie dlatego tuż po intensywnych opadach dżdżownica wychodzi na powierzchnię… Ach! Te mokre, pachnące, asfaltowe dywany alejek osiedli mieszkaniowych są dla niej rajem; woda na nich nie wsiąka i raczej nigdy nie jest jej znów tak dużo. Fakt – dżdżownica może być tam łatwo rozdeptana, ale za to jest mało prawdopodobne, by w tak uczęszczanym miejscu spotkała na swojej drodze ptaka. Dla niej nie ma piekła pod ziemią, tylko na powierzchni – tuż po przepełznięciu przez krawężnik. W trawie! Na zdjęciu kwiczoł i „dżdż”. Piotrek